Zaloguj się

Od szmagania do śmigusa – Śmigus Dyngus na Kaszubach

Kaszuby

Opis tradycji

Było to na Kaszubach, dawno temu, gdy Poniedziałek Wielkanocny zwiastował nie tylko radość ze Zmartwychwstania, ale i figle młodzieży.

Już od Niedzieli Palmowej chłopcy szykowali swoje rózgi. Wybierali młode brzeziny, wiotkie witki, które przez cały tydzień moczyli w wodzie, aby nabrały sprężystości.

Gdy nadszedł śmigus, ruszali od domu do domu. Dziewczęta starały się zamykać drzwi, lecz cóż z tego, skoro niejeden kawaler potrafił wejść przez okno, albo jeszcze wieczorem ukryć się na strychu. Pierwsze promienie świtu przebijały się przez szpary w deskach, kawaler schodził cicho po drabinie i wpadał do izby, by odrzucić pierzynę i smagać pannę po nogach swoją „bożą rózgą”.

Smaganie nie było tylko zabawą. Mówiono: kto mocniej smaga, ten bardziej kocha. Kawaler, który odwiedził swoją pannę, pokazywał w ten sposób swoje zaloty.

Mówiono też, że rózgowanie jest karą – za kokieterię, za zbytnią zalotność, za spojrzenia rzucane na kawalerów podczas odpustu czy w drodze na jarmark. Śmigus miał też swoją powagę – bo choć bywał bolesny, żadna panna nie chciała zostać pominięta.

Bo jeśli chłopcy nie przyszli, jeśli nogi nie zapiekły od smagnięć – to był dopiero prawdziwy wstyd. To byłby dyshonor, znak, że nikt nie uznał jej godną odwiedzin. Powiadano nawet, że niejedna, mniej urodziwa, sama sobie smagała nogi, by pokazać czerwone pręgi, dowód na to, że i ją ktoś wybrał. A im bardziej dziewczyna miała nogi czerwone, tym większe powodzenie wróżono jej wśród kawalerów.

Dlatego w śmigusowy poranek w całej wsi rozlegały się piski, śmiechy i krzyki.

I tak w tym zwyczaju splatały się ze sobą cierpienie i radość, kara i zaloty, pamięć o Męce Pańskiej i nadzieja na nową miłość.

Historia powstania tego zwyczaju

Na kaszubskiej ziemi, Poniedziałek Wielkanocny nie kojarzył się jeszcze z wodnymi kąpielami. Zamiast chlupotu wiader i pisków oblewanych dziewcząt słychać było świst rózeg i śmiechy śmigielców.

Na Pomorzu mówiono wówczas nie „śmigus–dyngus”, lecz szmaguster. Słowo to przyszło z niemieckiego, od Schmackostern, czyli „wielkanocne trącanie”. I rzeczywiście – od owego szmagania wzięło się późniejsze „śmiganie”, a stąd i nasz śmigus. Sam „dyngus” natomiast pochodził od staroniemieckiego dingnus – „okup” czy „wykup”.

Dopiero później do obyczaju dołączono stary, pogański zwyczaj oblewania się wodą. Poniedziałek Wielkanocny długo należał tylko do rózgowania giętkimi gałązkami brzozy i kłujących pędów jałowca. I tak było aż do czasów po 1920 roku, kiedy zwyczaj lania wody, znany z innych regionów Polski, przywędrował i tu, stopniowo wypierając stare kaszubskie szmaganie.

Dodatkowe informacje

Typ tradycji: Regionalna
Ciekawostka: Na Kaszubach ten zwyczaj nazywa się Dëgùs.
Warto wiedzieć:

Rozwijając wątek panien pominiętych w zwyczaju rózgowania. Jeśli dziewczyna w wielkanocny poranek nie została smagana, był to dla niej powód do wstydu i zmartwienia. Brak znaków na nogach czy rękach oznaczał bowiem brak adoratorów i mógł wróżyć staropanieństwo. W niektórych wsiach wierzono nawet, że dziewczyna „niebiczowana” w Wielkanoc będzie przez cały rok ospała, leniwa i bez powodzenia u kawalerów.

Źródła:

www. kartuzy.info

www.expresskaszubski.pl

informacje od Stowarzyszenia Kawka

Lokalizacja

Podziel się dalej

Zobacz inne tradycje