Każdy, kto widział film „Gniew oceanu” (The Perfect Storm) oparty na powieści Sebastiana Jungera w reżyserii Wolfganga Petersena, wie, że z głębinami oceanu czy morza nie ma żartów. Ze spokojnej tafli wody, która delikatnie łaskocze burtę, potrafią nagle powstać ogromne, sztormowe fale, tzw. „bałwany”.
Pośród tych skrajnych warunków pływają zarówno wielkie okręty pasażerskie i wojskowe, jak i niewielkie jednostki, np. kutry rybackie. Żywioł traktuje jedne i drugie tak samo – może je poważnie uszkodzić, a nawet doszczętnie zniszczyć.
Nie tylko jednak warunki pogodowe zagrażają elementom, z których zbudowane są statki, okręty czy kutry. Na wodach całego świata właściciele jednostek pływających muszą mierzyć się również z takimi zjawiskami jak działalność świdraka okrętowca – inwazyjnego gatunku małża, zjawisko zwane porastaniem, czy też ze zwykłą biologiczną korozją.
Na ratunek w takich wypadkach przychodzi człowiek, który zajmuje się szkutnictwem.
W tym miejscu docieramy do szkutnictwa, które odrodziło się w Pucku i trwa do dziś.
Kim jest szkutnik?
Szkutnik zajmuje się budową i naprawą jednostek wodnych – między innymi takich jak łodzie, kutry czy jachty. Jego praca jest jednak bardzo mozolna i skomplikowana, ale przy tym wszystkim inspirująca i ciekawa.
Taki rzemieślnik musi doskonale znać materiał, z którym pracuje, umieć dobierać odpowiednie narzędzia, mieć w ręku fach i przejść odpowiednie przyuczenie.
Ale po kolei – zacznijmy od historii.
Trochę historii znad Zatoki Puckiej
Okazuje się, że szkutnictwo w Zatoce Puckiej mogło istnieć już w VIII–IX wieku naszej ery. Archeolog, pan Wiesław Stępień, odkrył, że łodzie z tamtego okresu noszą na sobie ślady napraw. Można z tego wywnioskować, że w okolicy Pucka istniały warsztaty oraz wyszkoleni ludzie, którzy się tym zajmowali.
Wiedza szkutnicza musiała być zatem przekazywana przez pokolenia.
O tym, że już za czasów pierwszych Piastów Polacy mieli dalekosiężne plany rozwoju na Bałtyku, świadczy fakt zawierania sojuszy z państwami skandynawskimi. Jeden z nich został przypieczętowany ślubem córki Mieszka I, Świętosławy, z Erykiem Zwycięskim.
Do kontroli danych obszarów, szybkiego transportu wojów czy też ważnych osób potrzebna była odpowiednia flota. Wówczas wykorzystywano łodzie bardzo podobne do tych, które zostały znalezione na terenie Zatoki Puckiej.
W latach 40. i 50. poprzedniego stulecia istniała szkoła szkutnicza umiejscowiona w Pucku. Pozostałość części szkoły – hangar – zajmuje obecnie firma Complex Jacht, która kontynuuje dziedzictwo puckich szkutników. To dzięki staraniom właściciela firmy, pana Sebastiana Kuliga, szkutnictwo w Pucku mogło odrodzić się na nowo.
Tradycyjne szkutnictwo – drewno, narzędzia, doświadczenie
Tradycyjne szkutnictwo jest ściśle związane z rodzajem drewna, jakiego używa się do budowy jednostek.
- Dąb szypułkowy wykorzystuje się na części statku, które znajdują się pod wodą.
- Sosnę wykorzystuje się do poszycia nadwodnego, pokładów i masztów.
- W firmie pana Sebastiana stosuje się również mahoń.
Do obróbki drewna i łączenia elementów ze sobą, rzemieślnicy używają innych drewnianych części, np. kołków, specjalnych klejów i gwoździ. W produkcji preferuje się tradycyjną metodę łączenia elementów, co sprawia, że łodzie są trwalsze.
Trzeba też pamiętać o wielowarstwowej, sklejanej budowie kadłuba, by był trwalszy oraz podatny na obróbkę.
Narzędzia stolarskie oraz wprawa rzemieślnika są niezbędne, by stworzyć precyzyjne kształty i idealne dopasowania – tak, by wszystko „leżało jak ulał”. Na końcu należy łódź zakonserwować za pomocą olejów i lakierów.
Firma pana Sebastiana może pochwalić się remontem jednostki „Dar Szczecina” czy też rekonstrukcją „Generała Zaruskiego”. Załoga zdobyła przy tych projektach niesamowicie potrzebne doświadczenie i mogła się sporo przy tych pracach nauczyć.
Niestety szkutników jest niewielu i wiele umiejętności trzeba zdobywać samodzielnie – metodą prób i błędów.
Właściciel firmy jest pasjonatem od dziecka i jego pasja zamieniła się w wielkie marzenie, które dziś realizuje z imponującymi efektami.
Poza aspektami zawodowymi marzy on również o tym, by w Pucku powstała szkoła szkutnicza – miejsce, które byłoby zarówno placówką edukacyjną, jak i zapleczem dla przyszłych rzemieślników i pasjonatów obróbki drewna oraz sztuki szkutniczej.
Dlaczego to dziedzictwo jest ważne?
Szkutnictwo łączy lokalną historię, rzemiosło i gospodarkę morską. To także przestrzeń do edukacji młodzieży: uczy cierpliwości, pracy zespołowej, odpowiedzialności za środowisko i szacunku do tradycji. W Pucku ta wiedza ma realną szansę trwać i rozwijać się, jeśli będzie wspierana przez instytucje, szkoły i pasjonatów.

